Na pytanie „ile trzeba mieć" są dwie odpowiedzi i różnią się o rząd wielkości. Techniczna brzmi: tyle, ile kosztuje jedna akcja, a przy akcjach ułamkowych — kilkadziesiąt złotych. Ekonomiczna jest ciekawsza, bo wynika z arytmetyki, którą warto zrobić raz w życiu.
Koszt, który trzeba odrobić
Każda inwestycja ma dwa końce: kupno i sprzedaż. Płacisz prowizję na wejściu i na wyjściu, a między nimi jeszcze spread walutowy, i to również dwa razy.
Załóżmy prowizję minimalną 15 złotych od zlecenia i spread walutowy 0,5% od kwoty. Przy zleceniu na 500 złotych wygląda to tak:
- prowizja przy zakupie: 15 zł, czyli 3,0%
- przewalutowanie w jedną stronę: 2,50 zł, czyli 0,5%
- prowizja przy sprzedaży: 15 zł
- przewalutowanie z powrotem: 2,50 zł
Razem 35 złotych, czyli 7% kwoty. Akcje muszą podrożeć o siedem procent, żebyś wyszedł na zero.
Przy zleceniu na 5000 złotych te same stawki dają 35 złotych plus 50 złotych przewalutowania, czyli 1,7%. Przy 20 000 złotych — 1,2%.
Liczby są przykładowe i twoje będą inne, ale kształt krzywej zawsze wygląda tak samo: koszt procentowy spada gwałtownie do pewnej kwoty, a potem prawie się nie zmienia. Punkt załamania wyznacza prowizja minimalna podzielona przez akceptowalny dla ciebie koszt. Przy prowizji 15 złotych i progu 1% wypada on w okolicach 1500 złotych na zlecenie.
Akcje ułamkowe zmieniają rachunek, ale nie usuwają problemu
Możliwość kupienia 0,3 akcji obniża próg techniczny do kilkudziesięciu złotych i pozwala rozłożyć małą kwotę na kilka spółek zamiast wsadzić wszystko w jedną. To realna korzyść.
Nie usuwa jednak prowizji minimalnej — a przy ułamkach łatwo o pułapkę odwrotną: rozdrobnienie 600 złotych na sześć spółek przy prowizji minimalnej oznacza zapłacenie jej sześć razy. Rozproszenie kupione za 15% kwoty to złe rozproszenie.
Regularne dokupywanie a koszty
Wpłacanie stałej kwoty co miesiąc jest wygodne i uodparnia na pokusę wybierania momentu. Ale przy niskich kwotach mnoży prowizje minimalne przez dwanaście.
Arytmetyka podpowiada kompromis: im niższa kwota, tym rzadszy zakup. Przy 300 złotych miesięcznie zbieranie przez kwartał i jeden zakup za 900 złotych kosztuje trzy razy mniej w prowizjach niż trzy zakupy po 300. Cena akcji w międzyczasie może pójść w górę albo w dół — koszt prowizji jest pewny.
Kwota, której nie powinno tam być
Akcje da się sprzedać każdego dnia sesji, ale nie zawsze po cenie, która ci odpowiada. Pieniądze, po które sięgniesz w najgorszym momencie, zostaną wypłacone po cenie z najgorszego momentu — a najgorszy moment na rynku i najgorszy moment w budżecie domowym mają brzydki zwyczaj zbiegać się w czasie, bo obydwa lubią kryzysy gospodarcze.
To nie jest porada, tylko opis mechanizmu: przymus sprzedaży zamienia spadek przejściowy w stratę trwałą.
Czego ta arytmetyka nie mówi
Nie mówi, ile powinieneś zainwestować — to zależy od twojej sytuacji, o której nic nie wiemy. Mówi tylko, od jakiej kwoty pojedyncza transakcja przestaje być kosztowna, i że przy bardzo małych kwotach koszty transakcyjne bywają większym problemem niż wybór spółki.
Zastrzeżenie
Tekst ma charakter edukacyjny i nie jest poradą inwestycyjną. Przykładowe stawki służą wyłącznie pokazaniu arytmetyki — sprawdź tabelę opłat swojego brokera i podstaw własne liczby. W sprawach podatkowych rozstrzyga doradca podatkowy, nie ten tekst.