Pytania · Ryzyko i portfel
Ile spółek trzeba mieć, żeby portfel był rozproszony?
Nie ma jednej liczby, ale jest zależność: ryzyko specyficzne dla pojedynczej spółki spada szybko przy pierwszych kilkunastu pozycjach, a potem coraz wolniej. Przy dwudziestu spółkach z różnych branż większość takiego ryzyka jest już rozproszona; dokładanie kolejnych zmienia niewiele, za to zwiększa koszty i czas potrzebny na śledzenie.
Rozproszenie nie usuwa jednak ryzyka rynkowego — gdy spada cały rynek, spadają wszystkie pozycje naraz. Dwadzieścia spółek technologicznych to nie jest portfel rozproszony, tylko dwadzieścia zakładów o to samo.
Krzywa, która szybko się wypłaszcza
Wykres pokazuje, jak spada ryzyko portfela wraz z dokładaniem spółek — przy średniej korelacji policzonej z notowań w tym serwisie.
Kształt jest ważniejszy od konkretnych liczb. Pierwsze kilka spółek robi prawie całą robotę, kolejne coraz mniej, a od pewnego momentu krzywa jest praktycznie płaska. Trzydziesta spółka zmienia ryzyko portfela o wielkość niemierzalną w praktyce.
Dlaczego krzywa nie schodzi do zera
Bo część ryzyka dotyczy całego rynku naraz, a nie pojedynczych spółek. Recesja, zmiana stóp procentowych, panika — to zdarzenia, wobec których wszystkie akcje spadają jednocześnie. Przerywana linia na wykresie pokazuje ten poziom.
Rozpraszanie usuwa ryzyko specyficzne: pożar w fabryce, przegrany proces, odejście prezesa, oszustwo księgowe. Wobec ryzyka rynkowego jest bezradne — i to jest właśnie ryzyko, za które rynek płaci, bo nie da się go uniknąć, pozostając na rynku.
Ile to jest w praktyce
Podręcznikowa odpowiedź brzmi „dwadzieścia do trzydziestu" i wykres ją potwierdza. Ale liczba spółek jest najmniej ważnym z trzech warunków.
Ważniejsze są udziały. Portfel z dwudziestu spółek, w którym jedna stanowi sześćdziesiąt procent wartości, jest rozproszony na papierze, a nie w rzeczywistości. Wzór za wykresem zakłada równe udziały — przy nierównych efekt jest wyraźnie słabszy.
Jeszcze ważniejsza jest różnorodność. Dwadzieścia spółek technologicznych to nie jest portfel rozproszony, tylko zakład na jedną branżę zrobiony na dwadzieścia sposobów. W kryzysie sektorowym spadną razem.
Kiedy mniej znaczy więcej
Przy małych kwotach rozpraszanie kosztuje. Portfel z dwudziestu spółek kupowanych po dwieście złotych to dwadzieścia prowizji minimalnych — a przy takich zleceniach koszty zjadają kilkanaście procent kapitału.
W tej sytuacji fundusz indeksowy daje rozproszenie na kilkaset spółek za jedną prowizję. Nie dlatego, że jest „lepszy", tylko dlatego, że przy małym kapitale koszt rozpraszania przewyższa jego korzyść.